|
Moim sąsiadem jest Anioł.
On strzeże ludzkich snów,
dlatego wraca późno do domu.
Na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł...
On rano staje w moich drzwiach,
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc...
czwartek, 09 czerwca 2011
Zdjątka
![]() http://dotykaniola.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?8 Ponieważ coś lub ktoś rozkaszaniło bloga (czyżby Matka Agora?), oglądanie bloga może ułatwić wejście poprzez podany powyżej link. Przepraszam za kłopot i spróbuje coś z tym zrobić. Tymoteusz
poniedziałek, 14 lutego 2011
Mija mi!
Nie chce mi się pisać, choć czasami w głowie układam kolejne notki... A jak przyjdzie co do czego, to jak w piosence Kabaretu Starszych Panów: mija m! Ależ to dobrze, można by zakrzyknąć: nie jesteś grafomanem, bo tylko oni lubią pisać... Ale jak coś się zaczęło, to trzeba kontynuować...Ktoś tu jeszcze zagląda i NIC nie znajduje... No to popisze... A tu kołomyja: pojawiły się jakieś facebooki, twitery, cuda wianki i inne takie różne. Oglądam toto i nie bardzo wiem czemu to służy? Mnie Internet dawno rozczarował: czym jest – statycznymi stronami tekstu upstrzonymi zdjęciami, filmikami, reklamami, jakieś jasełka, wycinanki. Nuda! Jedyne co mnie rajcuje to internetowe radia, takich w realu nie ma! Można samemu sobie zrobić play listę i przestać słuchać głupot serwowanych przeróżnych koncesjonowanych stacjach. No i możliwość wirtualnego poznawania ludzi, choć i tu technologia zawodzi i nawet z kawałka tekstu można wyczuć prawdziwego człowieka! Nie da się ukryć siebie, wykreować jakąś nową postać, odmienna od samego siebie. I dobrze!
sobota, 29 maja 2010
Wrzosowiska fields 4ever
W
zamierzchłych czasach prawie, bo w okresie studiów chyba, pewnego
dnia przyniosłem do domu bukiet wrzosu by go dać później jednej
mojej narzeczonej. A moja babka, która pomieszkiwała u nas w czas ów, spojrzała na kwiatki i jakimś takim dziwnym głosem, ni to przejętym, ni to zadumanym, powiedziała - „Wrzos w domu przynosi nieszczęście...”. Ja na to, że to na prezent jest i u nas nie postoi... „ - Nigdy nikomu nie dawaj w prezencie wrzosu, ani pawich piór.” - odparła. Mówiła to w taki sposób, że ja – osoba wówczas swarliwa i skora do stawiania na swoim, bez słowa sprzeciwu wyniosłem te kwiaty gdzieś na pole (bo przecież nie na śmietnik!), chociaż do dziś żałuję, że nie zapytałem wtedy dlaczego niby ten bogu ducha winny wrzos nieszczęście ma sprowadzać? I nie wiem nadal, ale wrzosu do domu nie przynoszę i w prezencie nie daję... Z takich rodzinnych tradycji (czy też dziwactw) przestrzegam jeszcze jednego zalecenia, aby mieć w domu choćby niewielki obrazek Matki Boskiej Karmiącej, która w swej łaskawości chroni od biedy... Niby ze mnie niedowiarek, a jednak.. Wczesną wiosną tego roku bywałem dość często w kilku galeriach handlowych (bynajmniej nie na zakupach!) i zobaczyłem, że modnym tego roku ma być kolor fioletowy – we wszystkich odcieniach, w odcieniu wrzosu także (chyba na początku tego stulecia, też był lansowany). „Ja bym czegoś takiego nigdy nie założył – pomyślałem – mając w pamięci przestrogę Babki. Kolor ten kojarzy mi się też przede wszystkim z barwą adwentowych i żałobnych szat księży katolickich, a więc jako symbol smutku, żałoby, nieszczęścia. I teraz kiedy na na nasz kraj spadają kolejne tragedię, pewno głupio, ale pomyślałem sobie: czy te wrzosowe wdzianka nie niosą nam nieszczęścia? Jak człowiek nie umie sobie czegoś racjonalnie wytłumaczyć, odwołuje się do myślenia magicznego. Bo taka jego natura?
piątek, 21 maja 2010
Czasem właśnie tak myślę
Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d. Jakbym był posłany, żeby wchłonąć jak najwięcej barw, smaków, dźwięków, zapachów, doświadczyć wszystkiego, co jest udziałem człowieka, przemienić co doznane w czarodziejski rejestr i zanieść tam, skąd przyszedłem.
Czesław Miłosz: „Gdziekolwiek”
poniedziałek, 17 maja 2010
Dio
![]() Ja się starzeję tak gwałtownie, czy to jakieś fatum, a może zwyczajna klej losu, że ludzie odchodzą? Zupełnie
przypadkiem dowiedziałem się właśnie, że zmarł Ronnie James Dio
– jeden z moich ulubionych wokalistów. Ronnie, naprawdę
nazywający się Ronald James Padavona, karierę rozpoczynał w1957
roku w grupie The Vegas Kings, a pierwszą płytę "Dio at
Dominos" wydał sześć lat później z rockandrollowym Ronnie
Dio and the Prophets. Później śpiewał m.in. w zespołach Elf
(1970–1975), Rainbow (1975-1979) i przede wszystkim Black Sabbath,
do którego dołączał dwukrotnie – w 1980 roku, po odejściu
Ozzy'go Osbourne'a (albumy "Heaven and Hell", "Mob
Rules" i koncertowy "Live Evil"), i na krótko w 1992
roku ("Dehumanizer"). Po pierwszym rozstaniu z Black Sabbath Ronnie powołał do życia własną grupę Dio, (nie najwyższych lotów), w ostatnim czasie grał i koncertował z jeszcze innym zespołem - Heaven And Hell, założonym wraz z gitarzystą Tonym Iommi, basistą Geezerem Butlerem i perkusistą Vinnie Appice'em. W 2009 roku ukazała się płyta tej formacji "The Devil You Know". Dwa lata temu widziałem Ronniego Torwarze podczas tury koncertowej Heaven & Hell Był w znakomiej formie, chociaż nie wyglądał najlepiej. Zresztą Ronnie był zagadką: mikry facecik – może około 160 cm wzrostu, przy tym przeraźliwe chudy, a wydobywał z siebie szalenie mocny, jakże charakterystyczny, barwny głos. Zupełne zaskoczenie. Zmarł 16 maja. Miał 67 lat. Pod koniec 2009 roku zdiagnozowano u niego raka żołądka. Ale w Niebie jest teraz kapela! Tylko dlaczego Tam a nie Tu? http://seventhstar.wrzuta.pl/audio/4PZ9RvrhoeX/black_sabbath-heaven_and_hell
niedziela, 23 sierpnia 2009
Odpowiedź zna wiatr
Zęby wyleczę, włosy uczeszę, inaczej spojrzę na życie, palenie rzucę i nigdy nie wrócę w stanie wskazującym na spożycie- tak śpiewał swego czasu Andrzej Poniedzielski, z którym mnie łączy nie tylko swoiste, "ciemne" poczucie humoru, ale i podobny styl noszenia się...Ale nie o Poniedzielskim chciałem pisać, choć przyznać muszę, że temat jest sam w sobie intrygujący...Jakaś depresja mnie dorwała i trzyma w mocnym uścisku niczym kochanka najczulsza, sen mi odbiera, wprowadza w stan rozdrażnienia i sprawia, że krążę w domu niczym tygrys w klatce. Odebrała mi cały apetyt na życie, a ja próbuję go różnymi sztuczkami odtworzyć. Z mizernym skutkiem... Ciekawe więc w jaką to stronę obróci się teraz moje koło fortuny? Czy to moje zaklinanie rzeczywistości przyniesie jakieś efekty i czy to, co dzieje się teraz to nie jest zapowiedź czegoś innego? Boję się, ale i jestem ciekaw poznania tej odpowiedzi...
poniedziałek, 20 lipca 2009
Mój Anioł
Mój Anioł ma lekko zadarty nos, krótko obcięte włosy, chodzi tanecznym krokiem i serdecznie się śmieje. W różnych okolicznościach przyrody, zresztą... Kiedy zobaczył mnie po raz pierwszy, chyba był rozczarowany, bo powiedział bez ogródek:- Nie jesteś taki, jakim sobie ciebie wyobrażałem... Co zrobić, trudno być wyobrażeniem na miarę Anioła, jestem jaki jestem i nic na to nie poradzę, ale Anioł chyba w końcu się do mnie przekonał, bo jak może, to mnie strzeże... Żeby jeszcze strzyc umiał! Ale, nie wszystko można wymagać od Anioła, było nie było, istoty uduchowionej... I chroni mnie na swą anielską modłę, a ja trochę spokojniejszy chodzę spać i zmagam się z losem... Z Aniołem zawsze raźniej... Dziękuję Ci za to, mój nieoczekiwany Aniele Stróżu...
piątek, 19 czerwca 2009
Kruchta
Od
jakiegoś czasu chodzi mi po głowie taka myśl natrętna, żeby za czas jakiś
rzucić to wszystko w diabły i resztę żywota dokonać w ciszy jakiegoś klasztoru,
nie koniecznie buddyjskiego (bo takich na serio w u nas nie ma, a jeździć za
granicę mi się nie chce, no, chyba żeby do Słowenii, ale to już w innych celach…bynajmniej
nie klasztornych, he…). Ot,
wstąpił bym do jakiegoś zgromadzenia o ścisłej klauzurze i jako trapista czy kameduła
bosy poświęcił bym się sprawom duchowym, nie trwoniąc życia i energii na
powszednie pierdoły. W świecie
ducha bym się zaszył, zagłębił w poszukiwaniu Absolutu, ciszy, spokoju i
spełnienia, nazywanego czasem szczęściem. Pomysł
ten, wbrew pozorom, nie jest aż tak szalony, bo ja przecież mam inklinacje do
samotnictwa i rozważań natury metafizycznej i w gruncie rzeczy nie tak bardzo
mnie obchodzi, czy ów poszukiwany Absolut to Bóg chrześcijan, Żydów czy islamistów. W gruncie
rzeczy jest to ten sam przejaw duchowej natury świata, a nazwa czy obrządki są
sprawą drugorzędnej wagi. Więc czemuż by nie? Być może
to są moje fantasmagorie i rozważania przy goleniu tylko, ale coś we mnie
siedzi, a może właśnie narasta i sam jestem ciekaw finału tego.
niedziela, 14 czerwca 2009
Older!
![]() Starzeję się! Nie tyle fizycznie może, co mentalnie. Coraz bardziej ciągnie mnie do wspominek, odwiedzania miejsc zaponach, poszukiwania śladów dzieciństwa. Ostatnio
zdarzyło mi się kilkakrotnie być w miejscu gdzie spędziłem pierwsze kilkanaście
lat swojego życia. Nawet nie specjalnie tam jechałem, tak się złożyło, że bywam w tych okolicach i innych względów i coś mnie ciągnie żeby zboczyć z drogi dobre kilkaset metrów i zajrzeć na swoje stare podwórko. Więc zaglądam,
a tam (pisałem już o tym kiedyś) niby
jest jak dawniej, bo niewiele się zmieniło, ale nie tak jak kiedyś. Zapyziało
to osiedle, zmarniało, tylko drzewa porosły większe. I wszędzie ślady rzekomego postępu cywilizacyjnego, tylko takiego nieco groteskowego. W pawilonach zamiast sklepów spożywczych – banki, a obok nich szmateksy z używanymi ciuchami. Wygląda to tak jakby ktoś wziął kredyt żeby go obok wydać na kilka starych znoszonych szmaty sprzedawanych, a jakże!, na kilogramy… Po
jakiego licha ja chodzę tamtymi ulicami? – zadaję sobie pytanie. Szukam jakichś
wspomnień, porywów serca, nostalgii? Może wspomnień? Tylko że wspomnienia nosi się w sobie, w swojej pamięci, a tam spotykam zupełnie obcych ludzi i szare blokowisko. Pamięć w
kamień wrasta, czy też tkwi we mnie?
niedziela, 31 maja 2009
Lepiej być oczytanym niż opisanym
Pewna moja znajoma, dyrektor szkoły podstawowej w mieście powiatowym średniej wielkości na wschodzie kraju, nauczyciel z powołania, przysłała mi wiadomość o wynikach testu sprawdzającego dla szóstoklasistów, napisała: „Mam już
wyniki sprawdzianu, średnia szkoły 26,20. I są dwie strony tego
Pierwsza jasna, dobra. Wszystkie wyniki średnie są lepsze od średniej Teraz zastanawia się na tym, co się stało. I mnie to zainteresowało. Bo wychodzi na to, że dzieci nam przeraźliwie głupieją. Czy ja to wina? Czego to są skutki? Długo by dochodzić. Ale na pewno winny jest zły, ciągle demolowany przez urzędników system edukacji, gdzie pomysły kolejnych ministrów edukacji to jest miotanie się od ściany do ściany, a nauczanie to jest długotrwały proces, a nie permanentna rewolucja. Co by też nie gadać kryzys przeżywa szkoła, gdzie do zawodu trafiają ludzie z selekcji negatywnej, pozbawieni przyzwoitych zarobków, prestiżu czy współpracy rodziców. Ale w całym tym systemie najsłabszym ogniwem są właśnie rodzice, którzy posyłając dzieci do szkoły oczekują od niej tego, że zniweluje jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie zaniedbania wyniesione i utrwalone w domu. Skoro w większości domów nie czyta się żadnych gazet czy książek, a jedyną rozrywką jest oglądanie ogłupiających seriali w telewizji, czy kolejnych idiotycznych szoł, to trudno oczekiwać, żeby dzieci same z siebie przejawiały ciekawość świata czy wiedzy. Jest jeszcze gorzej, mimo pozornego zwiększenia się ilości osób studiujących, a szkół wyższych mamy więcej niż Chiny, to poziom intelektualny naszej nacji, niestety, nie rośnie. Ponad połowa dorosłych Polaków nie rozumie treści przekazywanych w telewizyjnych wiadomościach. Ci studenci podejrzanych wyższych uczelni, nie czytają także nic ponad to, czego się od nich wymaga, chociaż i ten obowiązek starają się obejść, korzystając z przeróżnych opracowań, streszczeń czy omówień. I niestety, ta sztafeta pokoleń funkcjonalnych analfabetów przedłuża się obejmując kolejne roczniki… Aż strach myśleć, co z tego się wyłoni, choć z drugiej strony, ilość blogów na świecie i w Polsce jeszcze rośnie. Ludzie
chcą pisać. Ale czy chcą czytać i rozumieć? |
Zakładki:
Anielskie Głosy
Anielskie przystanie
Anioły latają
Fascynujące pdróże
Inspiracje
Moje zasłuchanie
Wehikuły z piekła rodem
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||